Smak błękitnego nieba

28/05/2019

W grudniu 2008 roku wydawnictwo DSP Publishing z Chicago wydało najnowszą powieść Elżbiety Śnieżkowskiej – Bielak „Smak błękitnego nieba”.Powieść ta opowiada o życiu zwykłych ludzi w trudnych dla Polski latach osiemdziesiątych. Mówi o działalności Polaków w tworzącym się Ruchu „Solidarność”, opisuje wydarzenia zaistniałe w stanie wojennym i czasy po jego zniesieniu. Akcja utworu rozgrywa się w latach 1982 – 1989.

 

Informacje o książce można znaleźć, otwierając linki:
http://dsp.byethost31.com/index.php?co=book&id=55
http://www.amazon.com/blekitnego-nieba-Polish-Elzbieta-Sniezkowska-Bielak/dp/0981682065/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1233246890&sr=1-1
http://search.barnesandnoble.com/booksearch/results.asp?WRD=smak+blekitnego+nieba
https://www.target.com/blekitnego-nieba-Polish-Sniezkowska-Bielak-Elzbieta/dp/0981682065

 

 

„Gdy wymawiamy słowo „historia”, myślimy o biegu wydarzeń i spraw, dziejących się niezależnie od nas, poza nami i obok nas. Czy jednak człowiek, jako jednostka nie ma wpływu na historię?

 

Z pewnością niewielu z nas decyduje o losach wielkich wojen, układów politycznych tego świata, zmianach rządów, o upadkach i powstawaniu państw.

 

Każdy z nas ma jednak swój mały obszar działania, w którym żyje i porusza się, którego obraz stara się kreować. Ma swoja małą ojczyznę. To tutaj może cos zmienić i o czymś zadecydować, na coś wpłynąć.

 

Jednocześnie z niewielkiej, prywatnej perspektywy jednostki, historia w szerokim znaczeniu tego słowa ma bardzo subiektywny i indywidualny wymiar.

 

Jako obywatel kraju, w którym żyję, mam swój własny pogląd na to, co dzieje się wokół mnie i to „ dzianie” określam według mojej własnej skali wartości.

 

Myślę, że historia jest również sumą takich indywidualnych spojrzeń na rzeczywistość, która nas otacza.

 

Powieść, która oddaję Ci drogi Czytelniku do rąk, ukazuje rzeczywistość według mojej skali wartości i mojego postrzegania świata.

 

Trudne dla Polski lata osiemdziesiąte wywarły piętno na osobowości mojego pokolenia. Były to lata, w których obok dziejących się wydarzeń historycznych, nie można było przejść obojętnie. Trzeba było się opowiedzieć. Trzeba było zaangażować swój umysł, serce i wolę. Trzeba było działać, albo przynajmniej duchowo trwać przy sprawie, która się uważało za słuszną.

 

Historia determinuje ludzkie losy i kształtuje poglądy, buduje indywidualne prawdy. Nasza świadomość zależy od tego jak bardzo uwikłani byliśmy w dziejące się wydarzenia i jak wpłynęły one na nasze życie.

 

Okres historyczny, będący przedmiotem tej powieści bardzo zaważył na mojej osobistej skali wartości. Dlatego też jej bohaterowie są „zanurzeni” w historię, nawet jeżeli tego nie chcą.

 

Przyjmij zatem drogi Czytelniku jeszcze jeden głos w dyskusji na temat tamtych lat. Wyraża on moje indywidualne poglądy i uczucia i jest moją prawdą o tamtym okresie życia Polski i Polaków. Jest też wynikiem wieloletnich przemyśleń i głosem mojego sumienia. ” (…)

 

Elżbieta Śnieżkowska-Bielak

 

Recenzja powieści Elżbiety Śnieżkowskiej- Bielak „Smak błękitnego nieba”

 

Co zostało z tamtych lat ?

 

Znany poeta, prozaik i tłumacz, Marek Wawrzkiewicz, zauważył kiedyś, że wartościowy utwór literacki nie musi posługiwać się językiem wzniosłym i gromkim, ponieważ nie ma języka stworzonego specjalnie dla literatury. Język powszedni jest wystarczająco bogaty, aby wyrazić bardzo, bardzo wiele. Twórczość Dostojewskiego, Hemingwaya, czy Stachury potwierdza słuszność tego poglądu. Podobnie rzecz ma się z tematyką utworu literackiego. Kto dzisiaj pamięta Pieśń V Jana Kochanowskiego, w której ten wielki poeta ubolewa w imieniu całego narodu nad spustoszeniem ziemi podolskiej przez sprośnego pohańca? Tylko nieliczni historycy wiedzą coś na temat znaczenia tej pieśni. Ale któż z nas nie zna Trenów, których tematem jest śmierć córki Kochanowskiego! To właśnie te Treny, a nie Pieśń V zapisały się na stałe w historii literatury, chociaż śmierć małej dziewczynki nie jest faktem dotyczącym życia całego narodu.

 

Niezaprzeczalny urok najnowszej powieści Elżbiety Śnieżkowskiej-Bielak polega właśnie na tym, że opisane w niej losy zwykłych ludzi podczas wielkich wydarzeń historycznych skłaniają nas do refleksji nad sensem ludzkiego życia, a nie nad sensem owych wydarzeń. Autorka nie mitologizuje, ani nie demitologizuje etosu Solidarności. Interesują ją ludzie i ich codzienne problemy, a nie wielka polityka. Ta powieść opowiada o codziennych relacjach międzyludzkich, o towarzyszących im emocjach, o potrzebie wolności, wiary, miłości i wsparcia ze strony rodziny, o dylematach etyczno-moralnych i trudnych wyborach, o różnych postawach życiowych, a także o tym, jaki wpływ na życie jednostki mają ważne wydarzenia dziejowe.

 

Autorka w sposób swobodny i naturalny przenosi nas w bardzo trudne dla Polski lata osiemdziesiąte, które odcisnęły piętno na życiu każdego Polaka, bez względu na to, czy był zaangażowany w działalność opozycyjną, czy stał z boku, czy też znalazł się po przeciwnej stronie. Zawiłe losy swoich bohaterów pisarka wplata w najważniejsze wydarzenia w życiu naszego narodu. Przypomina o okresie stanu wojennego z jego restrykcjami, o śmierci maturzysty Grzegorza Przemyka, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, trzech pielgrzymkach Papieża Jana Pawła II do Polski, przyznaniu Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla, śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, będącego dla władz symbolem niepokornego duchownego, katastrofie w Czarnobylu, obradach okrągłego stołu i pierwszych demokratycznych wyborach w 1989 roku. Autorka w sposób przemyślany odwołuje się do poezji i pieśni patriotycznych, wykorzystuje fragmenty homilii Papieża Jana Pawła II, które zawsze dla Polaków były pokrzepieniem. Elżbieta Śnieżkowska-Bielak wyraża swoje indywidualne poglądy i uczucia, swoją prawdę o tamtym okresie w historii Polski. Jej powieść jest, jak sama zauważa, wynikiem wieloletnich przemyśleń i głosem sumienia.

 

Przenieśmy się w tamte czasy. Trwa stan wojenny, odbywają się aresztowania, przesłuchania, rewizje. Działacze opozycyjni są internowani, a ich rodziny szykanowane, często pozbawione środków do życia. Jednak wiara i nadzieja w narodzie nie ginie. Ruch opozycyjny schodzi do podziemia. Z pomocą przychodzą księża, którzy udostępniają salki katechetyczne na spotkania konspiracyjne, organizują „msze za ojczyznę”, odważnymi kazaniami podtrzymują wiarę w zwycięstwo. Kapłani udzielają nie tylko wsparcia duchowego, ale także materialnego. Zajmują się przekazywaniem potrzebującym darów: żywności i odzieży otrzymanej od zachodnich organizacji charytatywnych. Wielu Polaków porzuca szeregi partii i szuka oparcia w Kościele, dającym poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty odczucia nastrojów religijnych i patriotycznych. Godzina milicyjna, zamieszki uliczne, strajki, puste półki w sklepach, kartki na żywność i inne produkty, komitety kolejkowe, rozłąka z bliskimi, wyjazdy z powodów ekonomicznych i politycznych, obozy przejściowe w państwach zachodnich, samotność i tęsknota za rodziną na obczyźnie – to szara codzienność tamtych czasów. Znamy ją z autopsji lub z podręczników historii.

 

Narratorką powieści jest Eugenia – kobieta w średnim wieku, porzucona żona, matka dorastającej córki Karoliny, nauczycielka języka polskiego w szkole średniej w małym miasteczku. Wychowana w rodzinie, w której wartości religijne i patriotyczne są bardzo ważne, mocno trzyma się swoich zasad etyczno-moralnych, które stara się przekazywać swoim uczniom.

 

Wspólnie z bohaterką przeżywamy jej codzienne zmagania z piętrzącymi się trudnościami, upokorzenie, zwolnienie z pracy, aresztowanie, przesłuchania. Śledzimy losy jej rodziny, przyjaciół i znajomych, a także wrogów. Jesteśmy z nią w chwilach zwątpienia i radości, dokonujemy trudnych wyborów, szukamy ukojenia w modlitwie, przeżywamy rozterki moralne, rozczarowania, kochamy i nienawidzimy. Towarzyszymy jej w chwili śmierci najbliższych i rozłąki z siostrą.

 

Lektura tej książki pozwala nam, czytelnikom, raz jeszcze z perspektywy czasu spojrzeć na tamte lata, pełne nadziei i wiary w lepszy świat. Dzięki losom bohaterów możemy przypomnieć sobie nasze młodzieńcze ideały, to, jacy byliśmy, w co wierzyliśmy, jak przeżywaliśmy ważne dla Polski momenty jej historii.

 

Co zostało z tamtych lat? Czy o takiej wolności marzyliśmy? Czy dokonaliśmy w naszym życiu słusznych wyborów? Czy… ? – pytań nasuwa się wiele. Czy my także, jak bohaterka powieści, w końcu poczuliśmy smak błękitnego nieba?

 

Wydarzenia lat osiemdziesiątych to już historia, w której każdy z nas uczestniczył, bez względu na to, co robił, czy o czymś decydował i jakich dokonywał wyborów. Świadomość każdego z nas zależy teraz w dużym stopniu od tego, jak bardzo byliśmy zaangażowani w tamte wydarzenia i jak one wpłynęły na nasze życie, dlatego też każdy z nas ma swój własny pogląd i indywidualne spojrzenie na tamte czasy.

 

Narracja powieści jest pierwszoosobowa, aczkolwiek j relacja wydarzeń prowadzona jest w czasie przeszłym, co sprawia wrażenie, że bohaterka na bieżąco robi notatki z wydarzeń i opisuje otaczający ją świat. Dominuje monolog wewnętrzny bohaterki i liczne, wartkie dialogi, które sprawiają, że powieść jest dynamiczna i czyta się ją lekko. Utwór ma partie bardziej narracyjne i opisowe, ale zdarzają się również fragmenty przesycone liryką ( autorka wplata w treść powieści wątek miłosny, który „ubarwia” poezją. Ciekawym zabiegiem formalnym w prowadzeniu narracji i pokazaniu czytelnikowi tła obyczajowo – historycznego, jest umieszczenie w jednym z rozdziałów dziennika Tomka Lewandowskiego, drugiego po Eugenii bohatera ”Smaku błękitnego nieba”.

 

Powieść Elżbiety Śnieżkowskiej-Bielak pt. „Smak błękitnego nieba” jest jej osobistym, ale i bardzo reprezentatywnym głosem w dyskusji na temat tamtych wydarzeń.

 

Igor Wieczorek

 

I rozdział powieści:

 

W NIEZNANE

 

Drzwi zamknęły się z trzaskiem. – Że też ten Adam zawsze musi tak trzaskać! – Zwinęłam się w sobie bezwiednie, jak przed wymierzeniem mi ciosu przez niewidzialną rękę. A więc odszedł. Nie czułam bólu, tylko uczucie ulgi.

 

O Boże – pomyślałam – znowu będą spokojne niedziele, a Karolina będzie mogła uczyć się w domu!

 

– Masz rację – podpowiadało mi moje drugie” ja „ , masz rację, ale pomyśl o tych dniach pustych, bez celu, o tysiącu spraw, które już zawsze będziesz musiała rozwiązywać sama, o braku porannej kawy na szafce nocnej , dniach bez ciepłego słowa i nocach bez niczyjego ramienia pod głową.

 

– O nie !– zaperzyłam się „ja pierwsza” – o nie, od dwóch lat nikt mi nie postawił kawy obok łóżka, dnie były samotne i pełne lęku, a wieczory…. wieczory były nieustannym wsłuchiwaniem się w słowa jaka to ja nie byłam, jak to on nie mógł być ze mną szczęśliwy, jak to ona, patriotka i działaczka zrobiłaby dla niego wszystko, a ja… ja mogę mieć najwyżej poczucie winy, bo na wyższe uczucia mnie nie stać! Poszedł! To i dobrze, że poszedł! Krzyż mu na drogę! – Wyprostowałam się na krześle, przeciągnęłam. – Ale tak naprawdę to kim ja właściwie jestem ? – zastanawiałam się w duchu. – Kim jestem, skoro nie porywają mnie patriotyczne uniesienia, nie latałam na wiece, nie kolportowałam „bibuły”, nie urządzam tajnych spotkań, a moją jedyną winą jest to, żeby moja dziewiętnastoletnia córka miała spokój i zdała maturę? Spojrzałam na zegarek. Dwudziesta pierwsza piętnaście. Już trwa godzina milicyjna. Bezwiednie przemknęła mi myśl, czy Adam zdążył zanim się zaczęła. – Boże jaka ja jestem durna! –krzyknęłam na siebie w duchu. – To mnie powinno najmniej obchodzić. To on jest działaczem „Solidarności” i on wiedział zawsze jak wyprowadzać wroga w pole. Ja nie. Więc po co jeszcze o nim myślę? Chyba z przyzwyczajenia.

 

Weszłam do łazienki, półka z przyborami toaletowymi Adama była pusta. Biło po oczach. Zaczęłam ustawiać na niej flakoniki perfum, krem Karoliny, koszyczek ze spinaczami do bielizny. Przestało bić, ale było inaczej. Obco.

 

– Przyzwyczaję się – powiedziałam do siebie i odkręciłam kurek nad wanną. Ostry dźwięk dzwonka poraził moje zmysły. Zakręciłam kurek i bardzo już zmęczona poczłapałam do drzwi. Zajrzałam przez judasza. Na klatce schodowej stali dwaj nieznani mi mężczyźni. Założyłam łańcuch i uchyliłam drzwi.

 

– Czy tu mieszka Adam Buraczyński? Służba Bezpieczeństwa!– powiedział starszy z nich łysawy, o mętnym, niewyspanym spojrzeniu i pokazał legitymację.

 

– Istotnie, jest tu jeszcze zameldowany – odpowiedziałam chłodno – ale już nie mieszka. Wyprowadził się przed godziną, najprawdopodobniej do swojej przyjaciółki, ale nie znam jej adresu.

 

– Proszę otworzyć, mamy nakaz rewizji! – zabrzmiało jak groźba.- Otworzyłam. Usiadłam na fotelu w stołowym pokoju i zapaliłam papierosa. Ze spokojem przyglądałam się jak wywracali moje szafy, grzebali w szufladach, przeglądali albumy z fotografiami i listy , które Adam pisał do mnie po urodzeniu Karoliny. Nagle jeden z nich wykrzyknął; Jest!!!

 

Ten drugi zostawił swoje poszukiwania i dopadł biurka Adama. Obaj stali przy nim odwróceni ode mnie plecami. Oglądali coś, szeptali. Wreszcie ten łysawy zwrócił się do mnie.- Czy wiedziała pani, że mąż zajmuje się nielegalną działalnością przestępczą?

 

– On to nazywał walką, wynikającą z uczuć patriotycznych.

 

– Czy zdawała sobie pani sprawę z tego, ze mąż przetrzymuje w domu nielegalną prasę i ulotki?

 

– Mieliśmy niepisaną umowę niewtrącania się do swoich spraw. Nigdy nie zaglądałam do biurka męża. On do mojego także.

 

– A może pani go kryje? Gdzie jest wasza córka?

 

– Ma pan jak widzę, dokładne informacje o nas. Nie kryję męża. Rozchodzimy się. Ja nie podzielam jego poglądów… to znaczy nie w takim stopniu jakby on tego chciał. Robię to dla córki. Chcę, żeby nie odczuła tej całej zawieruchy i mogła się spokojnie uczyć. A swoją drogą, skąd pan wie, że mamy córkę?

 

Funkcjonariusz uśmiechnął się z satysfakcją. My wiele wiemy proszę pani. O, tego właśnie szukaliśmy u pani. I znaleźliśmy. Wiedzieliśmy, że tu jest. – Podsunął mi pod nos paczkę nieudolnie powielonych kartek. Musimy panią zabrać z sobą. Trzeba się przygotować na dłuższą rozmowę.

 

Zmartwiałam. Zachwiałam się i osunęłam na skrzynkę z butami, która stała w przedpokoju. – Moja córka – wyszeptałam – moja córka, muszę ją powiadomić.

 

– No niestety telefony są nieczynne. Chyba, że poda nam pani adres jej miejsca pobytu…

 

– Jest u mojej sześćdziesięcioośmioletniej matki. Nie powiadamiajcie ich. Matka ma słabe serce. – zastanawiałam się – może zawiadomić Iwonę. Niech chociaż ona wie.

 

– Proszę pana, zaraz napiszę panu adres mojej siostry. Ją proszę powiadomić.

 

-No dobrze, powiadomimy, proszę się ubierać. Idziemy.

 

Noc była mroźna i śnieżna. Zima tego roku ciągnęła się długo. Wcisnęłam nos w szalik, beznamiętnie, w poczuciu grozy, która niesie nieznane wsiadłam do milicyjnego auta.

 

Byłam bardzo zmęczona. Odejście Adama, niepokój o Karolinę i teraz ta perspektywa przesłuchania spowodowały, że mój umysł zaczął pracować na zwolnionych obrotach. Po wejściu do dużego budynku Służby Bezpieczeństwa mijałam długie, jaskrawo oświetlone korytarze, jakichś ludzi w niebieskich mundurach, jakieś schody i znowu korytarze. Zdawało mi się, że widzę jedną, wielką smugę jarzeniowego światła, w której słyszałam odgłosy kroków, rozmów i zamykanych drzwi.

 

Nagle znalazłam się w mrocznym pokoju. Jedynym źródłem światła była lampka stojąca na biurku.

 

W jej świetle zobaczyłam krępą sylwetkę mężczyzny, który pisał coś w jakiś papierach.

 

– Niech pani siada! – powiedział nie odrywając wzroku od swojej pracy.

 

Usiadłam.

 

Eugenia Buraczyńska? – warknął barczysty facet zza biurka.

 

– Tak.

 

– Mieszkacie w Wągrowie przy ulicy Baczyńskiego jeden, prawda?

 

– Owszem.

 

– Nauczycielka?

 

– Po co pan pyta, skoro pan to już wie?

 

– Nie wasza sprawa!

 

– Stan rodzinny?

 

– Mąż, który właśnie dzisiaj mnie opuścił i córka. To chyba też pan wie.

 

– Co robi córka?

 

– Jest w maturalnej klasie.

 

– Gdzie teraz jest pani mąż?

 

– Odszedł, jak powiedział do innej kobiety. Adresu nie znam.

 

– Z kim mąż kontaktował się ostatnio? Nazwiska!

 

– Nie wiem. Mąż nie zwierzał mi się ze swoich znajomości, tym bardziej, ze nie układało nam się życie osobiste.

 

– Czy zna pani nazwisko jego przyjaciółki ?

 

– Nie.

 

– To nie wie pani z kim sypia pani mąż?

 

– Nie.

 

– Czy wiadomo pani, ze jest on działaczem nielegalnej organizacji?

 

– Kiedy tam wstępował jeszcze była legalna.

 

– Radzę sobie przypomnieć nazwiska jego najbliższych kolegów i znajomych. My je i tak znamy, ale lepiej będzie dla niego, gdy pani je potwierdzi

 

– Nie znam. Byłam przeciwna tej działalności.

 

– Jest pani partyjna?

 

– Nie.

 

– To dlaczego jest pani przeciwna politycznej działalności męża?

 

– Bo na tym cierpi dom.

 

– W jaki sposób?

 

– Nie ma poczucia bezpieczeństwa, córka nie może się spokojnie uczyć. Jako matka rodziny lękam się o przyszłość. To wszystko.

 

– Czy mąż wystąpił o rozwód ?

 

– Jeszcze nie. I wątpię, że to na razie zrobi. Przypuszczam, że się będzie ukrywał.

 

– Czy wiedziała pani, że wasze mieszkanie było skrzynką przekazującą podziemną prasę i materiały?

 

– Nie wiedziałam. Dużo pracuję. Pomagam Karolinie w nauce, opiekuję się starą matką i siostrą, która została sama z małym dzieckiem.

 

– Dlaczego została sama?

 

– Jej mąż wyjechał do Austrii do obozu przejściowego.

 

– Co, zachciewa się państwu łatwego życia?

 

– Każdy ma tylko jedno życie do zagospodarowania.

 

– Proszę pani, nie ukrywam, że wasz dom mamy na oku. Męża znajdziemy, choć i tak zdajemy sobie sprawę, że go pani kryje. Jest pani wolna, ale w każdej chwili do naszej dyspozycji. Jeszcze nie skończyliśmy.

 

Ławka w korytarzu była twarda. Musiałam przesiedzieć na niej do rana. Wyszłam, kiedy skończyła się godzina milicyjna. Poszłam prosto do szkoły. Bronia Paczkowska zawołała mnie do gabinetu.

 

– Co tak wcześnie przyszłaś? Okropnie wyglądasz! – Rozpłakałam się. Zrobiła mi kawy . Opowiadałam wydarzenia minionych godzin.

 

– Idź do domu – zadecydowała. Rozdzielę godziny. Zrobię Ci dziś zastępstwa koleżeńskie. Nic się nie martw. Masz przyjaciół.

 

– Ale idę w nieznane.

 

– Życie jest jednym wielkim Nieznanym! Poradzisz sobie!

 

W domu wypuściłam zimną wodę z wanny, której wczoraj tam nalałam. Zrobiłam sobie prysznic i zaczęłam sprzątać mieszkanie po rewizji. Nie mogłam pojąć braku odpowiedzialności Adama.

 

Czym dla niego byłam ja, czym Karolina, czym dwadzieścia wspólnie przeżytych lat?

 

Ot, „ krótką chwilką” – zacytowałam wieszcza. – Żołnierzyk, Konrad Wallenrod! Tarmosiłam w myślach przezwiska, którymi obrzucałam męża. Do czego to wszystko doprowadzi? Jaka będzie teraz ich przyszłość? Czy Karolina zda maturę i dostanie się na studia? Czy nie wezwą jej jeszcze na przesłuchanie? Może już nie być tak uprzejmie. Jak to wszystko przeżyje matka?

 

Dręczące myśli o nieznanej przyszłości nie opuściły mnie nawet podczas krótkiego, nerwowego snu.
  

<< Wstecz